Niedaleko pada jabłko od jabłoni

 
Czym różni się nadopiekuńcza mama od kochającej mamy? Gdzie leży granica? Czy jestem taka mamą?

Często słyszymy : „ ja moje dziecko kocham , dlatego nie chce, aby płakało i musze przyjść  na ratunek”.  Ratujemy dzieci, gdy się pokłóci z koleżanką z klasy , gdy przeżywa  tęsknotę na pierwszym wyjeździe kolonijnym,  kupujemy natychmiast zabawkę kolejną, bo inne dzieci takie mają  i żeby nie przeżywało frustracji i nie czuło się gorsze…”

Ehh, przykłady możnaby mnożyć…

Nadopiekuńcza mama jest skoncentrowana na dziecku w sposób nadmierny, nie pozwala na popełnianie błędów, na frustrację dziecka, na nadmiernej ochronie. Nadopiekuńcza mama zawsze chce dobrze, ale nieświadomie krzywdzi swoje dziecko, ponieważ ma to destrukcyjny wpływ na jego całe  życie.  Nadopiekuńcza mama chce chronić swoje dziecko przed wszelkimi niepowodzeniami. Uważa że jej dziecko nie poradzi sobie ze smutkiem, rozczarowaniem, złością. Dbając o nasze dzieci, ratując  je w każdej możliwej chwili  zapominamy,  że nasze dziecko rośnie, a kiedyś odejdzie… Efektem tego może być to,że dziecko  boi się samodzielności, nie wierzy w siebie, że da radę, nie wie czego chce, czuje się gorsze lub przeciwnie- lepsze od rówieśników.

Mama nie zawsze będzie rozwiązywać problemy dzieci. Choć znamy przykłady mam, które rzucają wszystko w danej chwili, żeby jechać do dziecka  100 km, bo  ma migrenę i jest mu smutno…

Czy jestem taką mamą?

  1. Czy uważam,że moje dziecko wymaga wyjątkowego traktowania , „ bo jest wrażliwe”. Najczęściej za problemy dziecka obwiniamy: kolegów, nauczycielki, wychowawców w szkole czy na świetlicy, potem na koloniach, później przełożonych …
  2. Czy stawiam granicę? Najczęściej brak zasad i konsekwencji z naszej strony. Jeśli dziecko nie ma zasad i ograniczeń, to traci poczucie bezpieczeństwa  i wie,że wszystko mu wolno.
  3. Czy nie za bardzo ingeruję w przyjaźnie dziecka? Czy uważam, podpowiadam dziecku z kim się ma bawić a z kim nie i nie ośmieszam jego kolegów .Ingeruję w sprzeczki, konflikty między rówieśnikami, aby pomóc. Ok, ale wtedy hamuję proces uczenia się dziecka w rozwiązywaniu sporów .
  4. Czy nie za bardzo „pomagam” w odrabianiu lekcji, pilnuję planu lekcji, pakuje tornister itp. To jest ok w I klasie, ale dalej to już dziecko samo uczy się odpowiedzialności za swoje obowiązki a potem dorosłe życie…

Osoba nadopiekuńczą jest zazwyczaj matka , choć bywają także ojcowie, którzy ten styl wychowania wynieśli z rodziny pochodzenia.

Matki takie  często cechuje wysoki poziom lęku. Są niepewne swoich kompetencji macierzyńskich, oczekują stałego wsparcia od osób dla nich znaczących i potwierdzania słuszności swoich działań.

Pamiętajmy, że miłość do dziecka to jedno, ale miejmy w głowie to, nie czego ono chce teraz, ale tez czy to będzie dla niego dobre. Nie mylmy rozpieszczania z rozpuszczaniem..

Wiemy, że cudownie jest usłyszeć od własnego dziecka, że jesteśmy najcudowniejszymi rodzicami ( w momencie otrzymania 10 tej lalki czy nowego modelu iPhone). Czasem ważniejsze jest usłyszeć, że dziecku jest przykro, że ma żal, że jest rozczarowane i pozwolić mu to wyrazić i o tym z nim porozmawiać spokojnie niż natychmiast zaspakajać jego zachcianki. Wiedząc co dla dzieci w dalszej perspektywie będzie dobre pozwoli nam łatwiej znieść tak normalną frustrację dziecka .

Elżbieta Majtyka-Borek

Psychoterapeuta PTP

Stowarzyszenie Psychoterapii PoRozumienie

Kielce, listopad 2016 r.