Kłamstwo z dnia każdego – czyli o tym, dlaczego mówimy nieprawdę

Istnieje stare porzekadło, że lepsza jest najgorsza prawda, niż najlepsze kłamstwo. Tymczasem jak to jest z tym w codziennym życiu?

Zdarza Ci się kłamać? Na pewno nie? Oj, czy aby właśnie nie kłamiesz? Choć generalnie gardzimy kłamstwem, skłamać zdarzyło się każdemu. I choć mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi to nie przeszkadza nam to po nie sięgać (w przypadkach niektórych osób nawet patologicznie).

Dlaczego więc zdarza się nam okłamywać nasze dzieci, bliskich czy nawet i samych siebie?

Za kłamstwem stoi najczęściej strach, że zranimy druga osobę. Szczere powiedzenie przyjaciółce jak wygląda w nie najlepiej dopasowanej sukience budzi w niektórych obawę, że będzie to dla niej bolesne, będzie miała do nas żal albo w niektórych przypadkach relacja zostanie zepsuta. To wszystko wywołuje w nas zwrotnie poczucie winy. Kłamstwo może wówczas w naszym odczuciu uchronić nas przed przewidywanym (choć wcale nie koniecznie realnym) odrzuceniem. Obawiamy się więc tzw. „drażliwych tematów, które z czasem tworzą tematy tabu. Spłycają relację do uprzejmych rozmów, omijają treści trudne. Tym samym oddalają ludzi od siebie. Gubi się wartość przyjaźni, która ma za zadanie nie tylko wspierać, pocieszać ale czasem dla naszego dobra potrząsnąć nami. Nie po to, by nas zranić ale by wybić nas z błędnego myślenia, oceny. By dać nam przysłowiowego kopa do działania.

W sytuacjach np. złego stanu zdrowia bliskich osób uciekamy się do kłamstwa, by oszczędzić bólu, strachu nie tylko chorującemu ale i sobie. Niestety nie potrafimy w 100% ukryć stojącego za tym napięcia, podenerwowania. Tworzymy wówczas relację wycinając, tłumiąc emocje swoje i drugiej strony. Zdarza się, że później żałujemy niewypowiedzianych treści, niedokończonych rozmów, które de facto byłyby pełnym z kimś pożegnaniem.

Swoje dzieci okłamujemy z lęku, że trudna emocjonalnie do przeżycia prawda będzie nie do zniesienia i wpłynie niekorzystnie na dziecko. Z tego też powodu kupujemy potajemnie chomika, rybkę i podkładamy je w miejsce zwierzątka, które zdechło. Chcemy w ten sposób pozostawiać poza świadomością dziecka (na taki czas, na ile jest to możliwe) nieuchronność śmierci i związanych z tym faktem emocji. Tymczasem szczerość i pomocna obecność bliskich przy przeżywaniu trudnych emocji wzmacnia psychikę, uczy empatii, pokazuje znaczenie więzi. Podobnie jest gdy rodzice, z racji swojej roli, muszą nierzadko czegoś zabronić, coś ograniczyć dziecku. Zdarza się, że aby nie przeżywać siebie jako „złego rodzica”, by ulżyć sobie w znoszeniu złości dziecka w odpowiedzi na zakaz, rodzice uciekają się do niewinnego w ich poczuciu kłamstwa – „Pani już zamknęła sklep i dziś tego nie kupimy” ( w nadziei, że latorośl do jutra zapomni, zrezygnuje ze swojego pragnienia). Czasem jednak sięgają po trudniejsze emocjonalnie i bardziej skrzywiające młodą psychikę „kłamstwa-straszaki” – „Jak nie będziesz grzeczny to Cię tu zostawię”, „Pan Cię zabierze”, „Wszyscy się patrzą i się z Ciebie śmieją”.  Tego typu wypowiedzi są sposobem na radzenie sobie ze wstydem w sytuacjach społecznych. Szybkie kłamstwo rodzica rozwiązuje wprawdzie krepującą sytuację ale nie najlepiej wpływa na dziecko. Zamiast rzeczywistego respektu do opiekuna i wprowadzanych przez niego norm rodzi się lęk, obawa przed odrzuceniem. Ma to w późniejszym życiu znaczenie przy tworzeniu relacji, określaniu swojej pozycji w grupie itd. Dodatkowo wpływa modelująco i w ten sposób z pokolenia na pokolenie kłamstwo staje się metodą wychowawczą.

Innym powodem, dla którego skłaniamy się do kłamstwa jest strach przed karą – kłamiemy, bo boimy się konsekwencji naszych działań. Nie chcemy się przyznać do błędu i wziąć za niego odpowiedzialności. Skonfrontować się z innymi, bądź wewnętrznie z samym sobą. Ta motywacja jest motywacją, która ciągnie się za nami jeszcze od dzieciństwa. Kłamiemy, że zapomnieliśmy przynieść koledze notatki (choć wewnętrznie nie chcemy się nimi dzielić). Później kłamiemy, że boli nas głowa, gdy nie mamy ochoty na bliskość z partnerem/ką. Okłamujemy w końcu samych siebie, zrzucając np. winę na innych, chcąc lepiej myśleć o sobie i zachować status quo. I w ten sposób to ktoś nas oszukał a nie my daliśmy się oszukać. Chcemy zatrzymać to co mamy, zamiast analizy błędów i strat. Czasem nie chcemy znać prawdy. Wolimy tkwić w niewiedzy, żyjąc z dnia na dzień, będąc pewnym, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W tym przypadku, często okłamujemy samych siebie, co jest o tyle niebezpieczne, że blokuje nas w rozwoju.

Czy kłamstwo zawsze jest złe?

Absolutna prawdomówność wbrew pozorom nie jest zaletą. W relacjach społecznych kłamstwo ma swoje stałe, ugruntowane miejsce. Niektóre kłamstwa są społecznie akceptowane i wręcz niemożliwe do uniknięcia (pojawiają się błyskawicznie, czy są świadome dopiero po jakimś czasie). Okłamujemy bliskich, chroniąc ich przed prawdą, która mogłaby ich zmartwić lub zranić. Korzystamy z kłamstwa by pomóc sobie, tak działa nasza psychika. Stwarzamy sobie wówczas wygodniejsze, chociaż na chwilę, sytuacje. Ale też mijamy się z prawdą by przygotować komuś niespodziankę.

Prawdomówność jest ważna, potrzebna. Służy wewnętrznemu rozwojowi, pozwala docierać na głębszych zakamarków siebie. Pogłębia, zacieśnia więzi. Prawdomówność nie może być jednak pozbawiona taktu – to trochę jak podawanie gorzkiego lekarstwa ale jednak na łyżeczce cukru.

mgr Patrycja Sławińska

Psychoterapeuta

Stowarzyszenie Psychoterapii PoRozumienie

Kielce, maj 2018.