Dlaczego warto grać do jednej bramki?

 

Inspiracja do napisania tego krótkiego artykułu przyszła z obserwacji zachowania małej dziewczynki i jej rodziców w pewnej sytuacji społecznej.  Przez prawie czterdzieści minut miałam okazję obserwować relacje między dzieckiem a rodzicami, umiejętność stawiania granic, współpracę rodziców i to, w jaki sposób wpływa ona na zachowanie tejże dziewczynki.

Mocno znudzone i sfrustrowane dziecko wierciło się i kręciło, zaczepiało każdego z rodziców, przeszkadzało im, pociągało za ubrania. Reakcje obojga były odmienne – matka zwracała uwagę, przytrzymywała ręce, odsuwała dziecko a ojciec nie reagował w ogóle i pozwalał sobie wejść na przysłowiową głowę (w tym przypadku dziewczynka wspinała się na ręce). Udawał, że nie dostrzega zachowań i w milczeniu znosił kolejne wygibasy małej. Na efekty nie trzeba było długo czekać – matka została szybko obsadzona w roli „tej złej”, była odtrącana, jej uwagi były kwitowane stwierdzeniem: „Nie słucham Cię”. Z upodobaniem zajęła miejsce bliżej ojca i nadal z uporem wkładała mu swą maskotkę na głowę, rozpinała i zapinała kurtkę. Z pozoru śmieszna sytuacja a jednak skłaniająca do refleksji. Bo jeżeli w takiej sytuacji pokazuje się pewien schemat odmiennego sposobu reagowania,  to ciekawe jak ludzie radzą sobie na co dzień ze stawianiem granic, z jednością wychowawczą, ze współpracą rodzicielską czy konsekwencją. I w jaki sposób przekłada się to na funkcjonowanie malucha w domu i innych sytuacjach społecznych (w przedszkolu, szkole, grupie rówieśniczej itp.).

To, że dzieciom trzeba stawiać granice, że wolno a nawet należy je frustrować, że warto być konsekwentnym w swoim postępowaniu jest dziś chyba najczęściej pojawiającym się hasłem w różnych publikacjach z zakresu rozwoju i wychowania dziecka.

Po co dzieciom granice? Ponieważ dają poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i przewidywalności, czyli najprościej mówiąc porządkują świat. Dzięki granicom dziecko uczy się norm i zasad społecznych, ma świadomość, że może w ograniczonym zakresie dokonywać wyborów, radzić sobie z trudnościami w bezpiecznych dla siebie warunkach. Zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że w świecie istnieją różne relacje – w  niektórych z nich trzeba się do kogoś dopasować, z kimś współpracować, a niekiedy warto się domagać swoich praw.

Podobnie jest w przypadku gdy rodzic umie dziecko sfrustrować. I nie chodzi bynajmniej o to aby dziecko ,,znerwicować.’’ Raczej o to, aby nauczyć je, że nie zawsze może coś dostać, że nie zawsze będzie pierwsze i najważniejsze, że nie zawsze będzie po jego myśli. Frustrowanie polega na nauczeniu dziecka odraczania swoich potrzeb, czekania i wytrzymywania nieprzyjemnych emocji z tym związanych. Jeżeli rodzic biegnie na każde zawołanie kilkulatka (rzucając swoje zajęcie), jeżeli na żądanie coś mu daje, kupuje ( bo dziecko płacze, krzyczy), nie pozwala doświadczyć czekania, poradzenia sobie z odmową, to jest to najlepsza droga do wychowania nastolatka i później dorosłego, któremu trudno będzie się odnaleźć w relacjach z ludźmi.

Jeszcze inną i myślę, ważniejszą kwestią jest współpraca w relacji rodzicielskiej. Optymalną z wychowawczego punktu widzenia sytuacją jest jednomyślność i pełna współpraca obojga rodziców. Oznacza to, że rodzic nie może podważać autorytetu drugiego rodzica – męża czy żony. Powinien go wspierać, nawet jeżeli do końca nie jest przekonany do słuszności jego decyzji. Ewentualne kwestie sporne powinno się omawiać poza dzieckiem. Błędem jest sytuacja, w której jeden z rodziców wyznacza granicę czy wyciąga konsekwencje a drugi chce ,,osłodzić’’ i odpuszcza. Z różnych względów czasem brakuje współpracy rodziców – najczęściej w sytuacji rozstania, kiedy każdy z rodziców chce być tym lepszym. Ale bywa też tak, że między rodzicami panuje nieświadoma rywalizacja o ważność,  lęk przed utratą względów, czy otwarta walka przeniesiona z relacji partnerskich na rodzicielskie.  W sytuacji braku współpracy wychowawczej dziecko uczy się, że nie trzeba do końca liczyć się ze zdaniem dorosłych ( nawet ten ,,fajniejszy’’ rodzic w końcu doświadczy efektów swojej ,,pracy’’). Poza tym maluch szybko zauważy, że rodzice mają różne zdanie i będzie wykorzystywało to, żeby ugrać coś swojego. Prędzej czy później odbije się to na relacji między rodzicami, w której zagoszczą napięcie i wzajemne pretensje. A to wtórnie osłabi siłę oddziaływań wychowawczych, wprowadzi dziecku zamęt i brak poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że jedynym wyjątkiem usprawiedliwiającym zakwestionowanie decyzji jednego z rodziców jest sytuacja stosowania zachowań przemocowych wobec dziecka. W tym przypadku sprzeciw jest obowiązkiem. W każdym innym warto grać do jednej bramki.

Ilona Kucharska
Stowarzyszenie Psychoterapii PoRozumienie

Kielce, luty 2017 r.