Co nieco o krytyce …

„Wychowanie dzieci za pomocą krytyki jest jak hodowanie rośliny za pomocą sekatora, bez wody, dobrej gleby i słońca” – niech ten cytat będzie punktem wyjścia do rozważań na temat krytykowania i zawstydzania dzieci. Temat nieprzypadkowy, ponieważ te akurat instrumenty wychowawcze są chyba najbardziej popularnymi wśród rodziców, zwłaszcza w naszym kraju.

Myślę, że każdemu z nas, rodziców, zdarzyło się choćby raz porównać swoją pociechę do kolegi czy koleżanki. Jakoś tak się dzieje, że zwykle są to te lepsze dzieci. Funkcjonuje zresztą słynne wśród rodziców stwierdzenie: porównuj się raczej do tych dobrych a nie do tych, co są gorsi od Ciebie. Często tego typu porównania funkcjonują w obrębie rodziny – zdarza nam się słyszeć w gabinetach porównania rodzeństwa pod względem nauki, tzw. grzeczności czy innych pożądanych z wychowawczego punktu widzenia cech, np. z nim/nią nie mam żadnych kłopotów, to zupełnie inne dziecko.

Zdaję obie sprawę, że dorośli – rodzice bądź wychowawcy – stosują tę metodę często w dobrej wierze, chcąc niejako naprowadzić dziecko na właściwą drogę postępowania, zmotywować je do lepszego z punktu widzenia rodzica funkcjonowania. Czy jednak w pędzie codziennego życia zatrzymujemy się na chwilę, żeby zastanowić się jak krytyka i zawstydzanie są przez nasze dzieci przeżywane, co nasze dzieci myślą o sobie słysząc nasze, często wypowiadane bezrefleksyjnie słowa?

Jednego jestem pewna – jest to najprostsza droga prowadząca do zniszczenia u dzieci samoakceptacji. Bo czego jak nie braku akceptacji rodzica doświadcza dziecko, które słyszy, że jest niegrzeczne, zdolne, ale leniwe, niechlujne itp. Maluch słyszący często krytykę traci swą naturalność i wiarę w siebie. Zaczyna czuć, że być może jest z nim coś nie w porządku, skoro słyszy tak wiele krytycznych uwag od najważniejszych dla siebie dorosłych. Traci w związku z tym zaufanie do siebie, swoich możliwości, osądów, sposobu postrzegania świata. Nie jest pewne czy za chwilę jakieś jego słowa czy zachowania nie staną się przedmiotem krytyki czy porównania.

Cóż dzieje się dalej? Gdy krytyka i zawstydzanie są stałym repertuarem wychowawczym, dziecko ma niskie poczucie własnej wartości. Obniżona samoocena i małe poczucie lubienia siebie w życiu dorosłym jest niejako pokłosiem tego, jakich komunikatów doświadczało się od małego w kontakcie z innymi. Osoby, które już jako dorośli decydują się na psychoterapię bardzo często mają pochodzące z dzieciństwa doświadczenia bycia niewystarczająco dobrym dla swoich rodziców, bycia krytykowanym i nieakceptowanym. Dopiero w trakcie terapii łączą swoje poczucie niskiej wartości z tymi doświadczeniami.

Dziecko, które często doświadcza negowania czy porównywania przestaje się w pewnym momencie starać, nie wykazuje chęci do nauki, rozwijania swoich możliwości. Po co ma to robić, kiedy towarzyszy mu nieodmiennie lęk przed porażką i przekonanie, że i tak nie zrobi czegoś dobrze. Rodzice, którzy konsultują się w sprawie dzieci mówią czasem, że ich syn czy córka nieradzący sobie z jakimś zadaniem używają określeń takich jak: jestem głupi, do niczego się nie nadaję, nie potrafię tego zrobić. Może warto by było poddać wówczas refleksji, czy nasz styl zwracania się do dziecka może mieć na to wpływ. Czy zwracając się do niego mówimy o jego zachowaniach, np. zachowujesz się niemądrze, czy o nim samym – jesteś niemądry. Stwierdzenia podobne a jednak jaka duża różnica. Gdy oceniamy zachowania dziecka, ono samo może czuć się w porządku, myśli sobie To NIE JA jestem nie OK, to moje zachowanie. Gdy słyszy, jesteś leniwy, niegrzeczny, można by w tym miejscu wymienić jeszcze wiele epitetów, traci wiarę we własne siły, w siebie, gubi swą spontaniczność i odwagę.

Dzieci wychowane w atmosferze krytyki i zawstydzania żyją w ciągłym lęku i niepewności. Natomiast te, które czują się akceptowane, nawet jeżeli nie zawsze są idealne, nie obawiają się ludzi, są swobodne, odważnie prezentują swoje poglądy czy umiejętności, ich samoocena jest wysoka. Mają bowiem przekonanie, że zostaną przyjęci przez innych z akceptacją, zainteresowaniem i życzliwością. Dużo większe efekty osiągniemy wspierając, chwaląc, oczywiście nie przesadnie i nie za wszystko, okazując zaufanie do możliwości naszych dzieci.

mgr Ilona Kucharska
Zespół psychoterapeutów Stowarzyszenia MOST

Kielce, grudzień 2015 r.