O stresie

 

Czym właściwie jest stres? Zainteresowanie tą tematyką i próby jego zdefiniowania sięgają lat 30-tych XX wieku. Samo pojęcie zostało wprowadzone do nauki przez Hansa Hugo Selye’go. Początkowo stres traktowany był jako bodziec, czyli nieprzyjemna sytuacja/wydarzenie. Po pewnym czasie uczeni zaczęli uważać stres za reakcję – zarówno fizjologiczną jak i psychologiczną odpowiedź na zadziałanie bodźca, który zaczął być, dla rozróżnienia, nazywany stresorem (za wprowadzeniem tej nazwy również stoi Selye). Aktualne rozumienie stresu to rozumienie procesowe (transakcyjne), w którym stres to relacja pomiędzy jednostką a otoczeniem. Ujęcie to koncentruje się na procesach poznawczych, ewaluatywnych, motywacyjnych. Stres nie zależy tylko od rodzaju czy siły postrzeganego bodźca, ale także cech jednostki, jej sposobów radzenia sobie, postrzeganych zasobów.

Podejście to najłatwiej wytłumaczyć na modelu ABC Ellisa:

A -> B -> C

W modelu tym A (activating event) to doświadczenie aktywujące. Może nim być np. uwaga ze strony przełożonego. B (belief) to przekonanie, jakie tworzy się w odpowiedzi na taką sytuację  – można potraktować napomnienie jako oznakę, że szef uważa nas za osobę nieodpowiedzialną. C (consequences) natomiast to konsekwencje, następstwa emocjonalne (poczucie winy, wstyd, złość) i fizjologiczne zdarzenia (przyspieszone bicie serca, zaczerwienienie się). Na tym przykładzie widać, jak sposób oddziaływania bodźca związany jest z jego interpretacją. Gdy zostaje on uznany za zagrożenie – pojawia się reakcja stresowa, ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Jeśli w analogicznej sytuacji B, czyli przekonanie brzmiałoby – szef zrobił to, bo ceni mnie i nie chce, żebym popełnił błąd – konsekwencje tego wydarzenia dla naszego umysłu i ciała byłyby zgoła odmienne – reakcja stresowa nie wystąpiłaby.

Ludzie różnią się zarówno pod kątem postrzegania wydarzeń – coś, co jest stresujące dla jednej osoby, nie musi być takie wcale dla drugiej – jak i przebiegu reakcji stresowej. Niemniej jednak u każdego z nas wachlarz symptomów stresu jest podobny. To one pozwalały niegdyś naszym przodkom przetrwać w sytuacji zagrożenia – nazywane są reakcją „walcz lub uciekaj”. Kiedy stajemy twarzą w twarz z zagrożeniem, np. takim jak kły groźnego zwierzęcia, nasze ciało reaguje wydzielaniem większej ilości hormonów, zwanych hormonami stresu – adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. Taki „koktajl” w ekstremalnej sytuacji umożliwia szybką reakcję, dodaje sił, zmniejsza doznania bólowe. Odczuwamy to poprzez szybsze bicie serca, przyspieszony oddech, szybszą pracę jelit (stąd np. niektórzy stresując się cierpią na biegunki), zwiększoną potliwość. Z rzeczy, których nie widzimy, ale które również pomagają – między innymi rośnie poziom glukozy we krwi i ciśnienie. Po tak gwałtownej, całościowej odpowiedzi organizmu – gdy niebezpieczeńtswo minie – ważne jest, by nasze ciało i umysł mogły wrócić do stanu równowagi. Badacze twierdzą, że dzieje się to po około 40-60 minutach.

Sporadyczne sytuacje, w których doświadczamy stresu i związanych z nim reakcji takich jak opisana powyżej, nie są powodem do niepokoju. Co więcej, stres w pewnych sytuacjach i w pewnym natężeniu może mieć funkcje motywujące – popychać nas do radzenia sobie z wyzwaniami stającymi na naszej drodze (tzw. „dobry stres”). Gorzej, gdy dopada nas przewlekle i organizm nie ma każdorazowo szans na powrót do równowagi. W zamierzchłej przeszłości łatwiej było uznać zero-jedynkowo, że zagrożenie minęło – groźne zwierzę znikało z pola widzenia. Aktualnie nie jest o to tak łatwo, zwierzę pod tytułem „duży projekt w pracy” może towarzyszyć nam tygodniami, a nawet, gdy zniknie – nie znikają inne. Oczywiście ma to związek z szybkim tempem obecnego życia a więc i dużą ilością napotykanych, potencjalnie stresujących wydarzeń. Efektem tego może być coś, co nazywane jest stresem przewlekłym. Ma on na nas wpływ na wielu poziomach, poczynając od gospodarki hormonalnej, w której dochodzi do deregulacji – co ważne, nie tylko w obrębie „hormonów stresu”, ale także hormonów tarczycy i płciowych, poprzez układ odpornościowy, jakość snu, funkcje seksualne, problemy z pamięcią i inne. Słowem – cała masa problemów somatycznych i towarzyszących im trudności psychicznych (takich jak depresja).

I tu pojawia się najważniejsze pytanie – co robić, aby przewlekły stres i jego skutki nie stały się naszym problemem? Wracając do transakcyjnego ujęcia stresu – na pewno warto zadbać o samoświadomość, czyli to, co pojawia się jako B, gdy doświadczamy jakiegoś wydarzenia. Należy zadawać sobie pytania o to, co tak na prawdę jest dla mnie trudne w tej sytuacji? Czy myśląc o niej biorę pod uwagę wszystkie fakty? Może źle odbieram intencje moich rozmówców? Może przeceniam wagę tego zdarzenia i jego ewentualne negatywne konsekwencje (np. uważam je za mające wpływ na całe moje życie, świadczące o mnie źle jako o człowieku w wymiarze globalnym)? Może nie widzę wszystkich zasobów wokół mnie lub zbyt szybko uznaję, że nie poradzę sobie? Warto zadawać sobie samemu tego typu pytania, bo mogą nam pomóc zaoszczędzić samym sobie niepotrzebnych nerwów – nie zawsze sytuacja jest taka, za jaką bierzemy ją na pierwszy rzut oka.

Czasem jednak trudno o inną perspektywę na to, co nas spotyka. Pamiętajmy wtedy, by sięgać po szeroko polecane sposoby, które pomagają łagodzić skutki stresu, wyciszać się. To, co sprawdza się u większości to aktywność fizyczna, szczery, bliski kontakt z drugim człowiekiem,  medytacja/relaksacja/modlitwa, kontakt z naturą (np. kojący spacer po cichym zielonym lesie, albo sesja „głaszcząco-przytulana” z ukochanym czworonogiem), sprawianie sobie drobnych przyjemności, pamiętanie o swoich potrzebach fizycznych (jedzenie, sen) i emocjonalnych (otwarte wyrażanie emocji). Sposoby te warto również stosować na co dzień, jako szeroko rozumianą profilaktykę stresu, nie dopuszczając do jego kumulowania się, tak by nasze ciało i umysł miały szansę odpoczywać przed kolejnymi wyzwaniami, które niesie ze sobą codzienność.

Anna Scelina-Szczypka
psycholog, terapeuta Stowarzyszenia Psychoterapii PoRozumienie

Kielce, marzec 2017 r.