Kilka słów o karaniu…

Gdy stajemy się rodzicami i wchodzimy w jedną z najważniejszych ról w naszym życiu, zazwyczaj nie jesteśmy do tego przygotowani w zadowalający nas samych sposób. Towarzyszy nam niepewność i lęk, poczucie, że nie wiemy, jak sobie damy radę. Nie ma przecież żadnej szkoły, która by uczyła jak być rodzicem.
Jednym z dwóch podstawowych obszarów aktywności rodzica wobec dziecka jest opieka, czyli zapewnienie mu jedzenia, ubrania i zaspokojenie innych podstawowych potrzeb materialnych i społecznych. Ten obszar jest z reguły realizowany należycie – tylko w rodzinach dysfunkcyjnych pojawiają się problemy z fizycznym brakiem opieki nad dziećmi. Uczenie się umiejętności opieki nad dzieckiem jest zresztą bardziej dostępne niż uczenie się zaspokajania potrzeb emocjonalnych – bezpieczeństwa, miłości i przynależności, szacunku i uznania. W większości szkół przygotowujących przyszłych rodziców funkcjonują bloki poświęcone opiece i pielęgnacji dzieci na różnych etapach ich wczesnego dzieciństwa. Inaczej jest w przypadku wychowywania dzieci, czyli pewnego rodzaju treningu, pracy rodziców, której celem jest ukształtowanie dziecka na mądrego, szczęśliwego i dobrego człowieka. Tu nie ma tak oczywistych przepisów jak w przypadku opieki nad nimi. Najczęściej, oczywiście w sposób nieświadomy, rodzice korzystają ze schematów wyniesionych z własnych domów rodzinnych, z metod wychowawczych, które nierzadko dla nich samych były nie do zaakceptowania w dzieciństwie. Towarzyszy temu złudne przekonanie, że oni sami wyrośli przecież na ludzi. Inna obierana droga to wychowanie na zasadzie kontrastu do swoich rodziców, dawanie dziecku tego, czego sami nie mieli i czego im zabrakło. Często bezrefleksyjnie, przybiera to postać dawania dziecku zbytniej swobody i niestawiania granic pewnym jego zachowaniom.

Niezależnie od tego, jaką drogą podążamy jedno jest pewne – bycie rodzicem jest w dzisiejszych czasach trudne. Zaangażowanie w pracę, presja społeczna, pośpiech i frustracje dnia codziennego sprawiają, że coraz trudniej znaleźć czas i energię. Rodzice stają się coraz bardziej niecierpliwi, a każdego dnia ta cierpliwość jest wystawiana na ciężką próbę. Istnieje wówczas pokusa i często zdarza się, że rodzice w swojej bezradności i poczuciu, że wszyscy mają grzeczniejsze dzieci sięgają do takich narzędzi wychowawczych jak narzekanie, krytyka, krzyk, ale też kary, zakazy, nadmierne kontrolowanie czy w ostateczności zabroniony klaps. Ale czy karanie bardziej sprzyja czy raczej szkodzi?
Pewnie każdy w swoim życiu doświadczył karania i wie, jakie uczucia czy myśli karom towarzyszą. Ze strony rodziców – karzę, bo jestem bezsilny, bo jestem zdenerwowany, bo nie można dziecku pozwolić na wszystko, bo się wstydzę zachowań mojego dziecka, bo inni też tak robią itd. Ze strony dzieci, gdy jestem ukarany to czuję złość, bunt, rozżalenie, poczucie wstydu, chęć odwetu, poczucie niesprawiedliwości.

Stosowanie kar, zwłaszcza fizycznych, przynosi zdecydowanie więcej złego niż dobrego. Oto kilka argumentów przemawiających przeciw karaniu:
1. Zwykłe kary – szczególnie cielesne – mają agresywny charakter. Karząc klapsem rodzic dostarcza dziecku pewnego wzorca do naśladowania. Nieświadomie oczywiście uczy je, że swoje frustracje czy konflikty można rozwiązać bijąc innych, zwłaszcza słabszych i młodszych.
2. Kary prowadzą wprawdzie do stłumienia agresji, ale to efekt tylko pozorny – dziecko uczy się panować nad sobą tylko w określonych sytuacjach czy przy określonych osobach. W innych miejscach i w towarzystwie innych dają sobie przyzwolenie na niewłaściwe zachowanie. Często mamy do czynienia z „podwójnym” funkcjonowaniem. W domu przysłowiowy anioł a w szkole dziecko trudne do opanowania.
3. Stosowanie kar rozwija w dziecku z większą siłą opór i nieposłuszeństwo – wskutek kar staje się ono jeszcze bardziej naładowane negatywną energią. Wystarczy wtedy kilka epizodów zderzenia się zachowania dziecka z silną negatywną reakcją rodziców, aby zapoczątkować błędne koło pt. jak Ty mi tak ja Tobie. Tego typu łańcuch zachowań w relacji rodzic – dziecko może utrzymywać się przez wiele lat, skutecznie dezorganizując życie rodziny. Wygląda to trochę tak, jakby chcieć ugasić ogień za pomocą spirytusu.
4. Dziecko obserwujące rodzica, który postępuje gwałtownie, uczy się na zasadzie modelowania, rozładowywania swoich frustracji w podobny sposób, nie mając motywacji do samokontroli. Jednocześnie rodzic traci autorytet i często nie jest w stanie wyegzekwować od dziecka pożądanego zachowania.

Powyższe argumenty pokazują, że karzące i ograniczające wychowanie nie jest sensownym hamulcem dziecięcej agresywności i innych negatywnych zachowań u dzieci. Nie oznacza to jednak, że można bezczynnie przyglądać się narastającym trudnościom wychowawczym. Dzieci powinny odczuwać konsekwencje swojego postępowania. Istnieją jednak inne niż karanie sposoby pokazania dziecku, że jego zachowanie jest niewłaściwe. Różne teorie proponują alternatywne dla kar naturalne konsekwencje wyciągane wobec dziecka. Ich zaletą jest to, że zachowanie dorosłego następuje natychmiast po zachowaniu dziecka a nie jak w przypadku kar w czasie odroczonym. Konsekwencje są też w naturalny sposób powiązane z zachowaniem dziecka. Jeżeli np. nabałagani w pokoju to reakcją rodzica nie będzie szlaban za bałagan (kara) i posprzątanie po dziecku, tylko oczekiwanie i dopilnowanie, żeby to dziecko posprzątało po sobie. Inne argumenty przemawiające za konsekwentnym działaniem zamiast karania to:
1. Powtórzenie informacji daje zdecydowanie więcej treści niż powtórzony klaps
2. Wyciągając konsekwencje budujemy u dziecka odpowiedzialność za to, co zrobiło, a nie jak w przypadku kar, kiedy to wzbudzamy raczej chęć odwetu
3. Pokazując możliwości naprawy swojego zachowania pokazujemy dziecku w jaki sposób może naprawić swój błąd w przyszłości w podobnej sytuacji.
4. Konsekwencje a nie kary kształtują w dziecku samodyscyplinę, szacunek wobec samego siebie, co pozwala powstrzymać się od złego postępowania.

Konsekwencja rodzicielska nie jest jednak sprawą prostą. O wiele łatwiej jest ukarać dziecko, niż być konsekwentnym rodzicem. Wytrwałość i niezmienność wobec zachowań dzieci nie może być czymś przypadkowym i co jakiś czas. Ważna jest stanowczość, ale przy tym życzliwość wobec dziecka. Często zdarza się odpuszczanie dzieciom w chwili, gdy rodzice są zmęczeni, mają dużo obowiązków lub coś ważniejszego jest na głowie. Należy jednak pamiętać, że każdorazowe odpuszczenie daje dziecku furtkę, z której na pewno skorzysta. Jeżeli kilka razy wyegzekwujemy od niego jakieś pożądane zachowanie (np. posprzątanie pokoju przed snem, odrobienie lekcji o określonej porze), ale z jakiegoś powodu odpuścimy raz czy dwa, cała praca wraca do punktu wyjścia.
Oto kilka propozycji tego, co zamiast kar:
1.Określ swoje uczucia dotyczące zachowania dziecka: „Jestem zły, gdy widzę, że nie odrabiasz lekcji, chociaż tak się umawialiśmy.”
2. Powiedz o swoich oczekiwaniach: „Oczekuję, że wrócisz i skończysz to, co zacząłeś”
3. Daj dziecku możliwość naprawienia swojego błędu: „Jeżeli rozrzuciłeś w złości swoje zabawki, to chciałbym, żebyś je teraz posprzątał.”
4. Daj dziecku ograniczony wybór: „Możesz dalej psuć nam zabawę i zostać z niej wykluczony albo przestrzegać zasad i bawić się dalej. Decyzja należy do Ciebie.”
5. Zrozum dziecko i nazwij jego uczucia: „Widzę, że się zezłościłeś, bo kazałam Ci wyłączyć TV.” Ma to jeszcze taką zaletę, że rodzic pomaga dziecku w rozpoznawaniu i nazywaniu przeżywanych przez nie emocji.
6. Daj przyzwolenie na uczucia a nie na zachowania: „Rozumiem, że możesz być niezadowolony, ale nie zgadzam się na to, żebyś bił kolegę/koleżankę.”

Ważną kwestią w omawianiu problematyki wyciągania konsekwencji jest to, żeby mieć na uwadze siebie i odczucia towarzyszące nam w różnych trudnych sytuacjach z dzieckiem. Gdy jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani pracą, bezradni lub wściekli zdecydowanie trudniej jest nam nie ulegać, spokojnie wytrzymywać nieprzyjemne uczucia dzieci. A tym samym łatwiej sięgamy po repertuar opresyjnych metod wychowawczych. Warto w takich sytuacjach zatrzymać się na moment i przemyśleć, jakie emocje i myśli nam towarzyszą. Czy nasza wytrzymałość jest już na granicy i za chwilę sytuacja rozwinie się w nieprzyjemny dla obu stron sposób? Gdy lepiej znamy siebie, swoje emocje, swój schemat myślenia i działania, łatwiej nam samym wprowadzić zmiany już na wczesnym etapie trudnej sytuacji. Istotna jest tu też cierpliwość, bowiem dzieci mają naturalną tendencję do testowania naszych granic.
Warto podkreślić jeszcze raz, że kara, zwłaszcza cielesna jest nieodwracalna, rani godność dziecka. Oprzyjmy nasze stosunki z dziećmi na szacunku, konsekwencji i stanowczości. Stanowczo, łagodnie, bez lęku. Jest to droga dłuższa i trudniejsza, ale w perspektywie całego życia bardziej efektywna.

mgr Ilona Kucharska
Zespół psychoterapeutów Stowarzyszenia MOST

Kielce, luty 2016 r.