Lęk przed śmiercią – stosunek człowieka do własnej przemijalności i śmiertelności

 

Zbliżające się dni przywołują myśli o naszych zmarłych, stratach, których doświadczyliśmy, poprzez ich odejście. Niejednokrotnie to również uwaga skierowana na siebie – bilansowanie momentu życia, podsumowywanie,
refleksja nad własną śmiertelnością. Odwiedzane cmentarze, tablice informujące o wieku zmarłych, ich wizerunki czy informacje z życia powodują, że świadomiej przeżywamy lęk przed śmiercią – jej nieuchronnością i nieodwracalnością. Tak naprawdę jednak ów lęk w sposób mniej świadomy towarzyszy nam nieustannie, jest motorem działania, również tego twórczego,rozwojowego. Nieco górnolotnie rzecz ujmując, w każdym życiu działają popędy życia i śmierci – eros i tanatos – tworząc nieustanny, najczęściej nieświadomy konflikt, którego sceną jest nasze funkcjonowanie psychiczne. Z grubsza można powiedzieć, że kierowanie w sposób dojrzały popędem życia – poprzez dbanie o siebie, własny rozwój, przyjazne relacje, życzliwość wobec innych – paradoksalnie pozwala lepiej radzić sobie z lękiem przed śmiercią. Bo im bardziej czujemy się spełnieni, tym z jako takim spokojem możemy mierzyć się z sytuacją, że coś się kończy. Co nie jest równoznaczne z tym, że lęk przed śmiercią da się anulować czy wyeliminować.

Rozumienie śmierci, stosunek do niej, zmieniają się w trakcie życia. Małe dzieci w zasadzie nie odczuwają lęku przed śmiercią, grozę wzbudzają raczej jej straszne okoliczności. Do ok. 5 lat uważają, że śmierć jest procesem
odwracalnym, jak sen. Myślą w sposób magiczny, zatem mogą mieć przekonanie, że niektóre rzeczy czy osoby mają wpływ na inne i np., poprzez modlitwę można kogoś wskrzesić. Ale również, że poprzez złe zachowanie lub myśli, można mieć wpływ na śmierć bliskiego. Od ok. 5 roku życia uzyskują świadomość, że śmierć jest ostateczna. Mają jednak poczucie, że umierają starzy ludzie, a ta perspektywa wydaje się im nieskończenie odległa. Około 7 – 9 roku życia, świadomość śmierci pogłębia się poprzez uznanie jej uniwersalności – śmierć dotyczy wszystkich, również dziecka i jego rodziców. Dzieci mogą w tym okresie ujawniać lęki przed rozstaniem z bliskimi lub wprost przed śmiercią opiekuna. Jednocześnie silnie działają mechanizmy zaprzeczania i wyparcia, ponieważ lęk przed utratą rodzica, tak naprawdę oznacza, że przeżywają go jako nieśmiertelnego, wszechmocnego. Aby oswoić te lęki, dzieci fantazjują również o zbiorowej śmierci wszystkich bliskich w jednym czasie. W wieku 9 -10 lat zaczynają postrzegać śmierć jak osoby dorosłe – poczucie własnej śmiertelności jest realne, ale nadal nie przeżywają świadomego lęku przed nią. W okresie nastoletnim stosunek do śmierci jest związany z wieloma aspektami, m.in. odzwierciedla trudny etap rozwoju – budowania dorosłej tożsamości, wychodzenia z zależności od rodziców ku braniu odpowiedzialności za siebie. Myślenie o śmierci jest wyrazem tego bycia na rozdrożu – z jednej strony oswajania straty, smutek i żal z tego powodu, pt. „wszystko się zmieni”, „nic nie będzie tak jak dawniej”. Z drugiej potrzeba wstrzymania procesu usamodzielniania poprzez własną śmierć lub fantazje o niej. Młodzi – między 12 a 25 rokiem życia podejmują nierzadko próby samobójcze, których celem nie jest zwykle realne pozbawienie siebie życia, a rozegranie problemów z najbliższymi, pt. „czy bliscy mnie kochają?”, „czy komuś na mnie zależy?”, „jak umrę będą płakać i cierpieć”. Myśli lub usiłowania samobójcze są w tym okresie krzykiem o pomoc, chęcią zwrócenia na siebie uwagi czy potrzebą uzyskania
opieki. Bywają również próbą wymierzenia kary bliskim, których młody człowiek uznaje za winnych w jakimś zakresie – głównie w aspekcie braku zaspokojenia potrzeb emocjonalnych. Składową tych fantazji jest nierzeczywistość – brak realnego stosunku do własnej śmierci. Igranie ze śmiercią to narzędzie do uzyskania wpływu na otoczenie.

Realny stosunek do własnej śmierci i świadomy lęk przed nią pojawia się późno i dość nieoczekiwanie w okolicach 30 – 40 lat. Po okresie dynamicznego rozwoju, czyli : oddzielania się od rodziców, budowania własnej tożsamości, wyboru ścieżki zawodowej, nawiązywania trwałej więzi intymnej, podjęcia roli rodzicielskiej – doświadczamy kryzysu wieku średniego. To bardzo złożonezjawisko, ale jego elementem jest również odczucie, że życie jest dla nas cenne, boimy się przemijania i własnej śmierci, tego, że ona naprawdę może się nam zdarzyć. Konfrontujemy się z takimi odczuciami ze względu na różne okoliczności zewnętrzne – proces starzenia się naszych rodziców i in. bliskich osób, czasem nagłej śmierci, poważnej choroby, niepowodzenia w ważnym obszarze życia czy trudne wydarzenie. U podstaw różnych działań higienicznych, takich jak zdrowy styl życia, diety, ćwiczenia fizyczne – kryje się zwykle zaprzeczony lęk przed śmiercią. Jeśli nie przybiera skrajnego charakteru, nie odrywa nas non stop od rzeczywistości oraz zadań życiowych i nie wymiata z głowy faktu, że tak czy siak przemijamy – jest konstruktywnym sposobem radzenia sobie z lękiem przed własną śmiertelnością.

Innym przejawem lęku przed śmiercią jest pojawienie się lub nasilenie zaburzeń lękowych o charakterze somatyzacji i hipochondrii. Nadmierny lęk powoduje przesadne wsłuchiwanie się we własne ciało, co przekształca go w fizyczne dolegliwości, a także choroby, które grożą śmiercią. Dla naszej psychiki „łatwiej” jest czasem znieść lęk przed chorobą niż przemijaniem. Paniczne drążenie tematu objawów, badań i diagnoz lekarskich jest paradoksalnie źródłem oparcia, że coś da się skontrolować i wyleczyć.Z lękiem przed śmiercią zmagamy się na rózne sposoby do końca życia, również z pomocą życia duchowego i religijnego. Spełnienie w życiu, poczucie oparcia w relacjach i osiągnięciach, uniknięcie poważniejszych wypadków i strat, to czynniki łagodzące mierzenie się z kolejnymi etapami życia i utratą pewnych możliwości. Ale lęk przed śmiercią, przed nieznanym, towarzyszy nam do końca. Jako podsumowanie wybrałam słowa amerykańskiego psychoterapeuty Irvina D. Yaloma : „wszyscy musimy się zmierzyć ze śmiercią, choć jest to równie trudne, jak patrzenie prosto w słońce”.

Literatura :
„Być rodziną. Część 2” – Dorota Terakowska, Jacek Bomba
„Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci” – Irvin D. Yalom

Urszula Misiuna
Psychoterapeuta

Kielce, październik, 2018 r.