Pasja czy obsesja? – o ciemniej stronie uprawiania sportu

Czasy współczesne – dzięki splotowi kilku wydarzeń, takich jak rozwój medycyny, wzrost dobrobytu czy względny historyczny spokój, powodują, że ludzie mocniej koncentrują się wokół własnej zewnętrzności (estetyczny wygląd, wpisujący się w obecnie obowiązujące kanony piękna) i przedłużania okresu młodości oraz sprawności. Pokusa bycia wiecznie młodym i pięknym wydaje się być bardziej możliwa do realizacji niż kiedykolwiek do tej pory. Uprawianie sportu jest jedną z dróg, które mają doprowadzić do tego celu, tym bardziej, że jest to działanie modne, w sposób oczywisty kojarzone ze zdrowym stylem życia, zapobiegającym stresowi i wielu poważnym chorobom somatycznym.
Rzecz jasna są to fakty – aktywność fizyczna m.in. obniża ciśnienie tętnicze, poprawia odporność, zapobiega chorobom krążenia, zwiększa wydolność organizmu. Ze względu na wydzielanie endorfin powoduje lepsze samopoczucie i wzrost energii życiowej. Sport to bez wątpienia zdrowie – warto ruszyć się z kanapy, bo sprzyja to długotrwałej sprawności, tak istotnej dla nas i naszego otoczenia.
Uprawiając sport, ludzie nie kierują się jednak jedynie pozytywnymi pobudkami. Jak prawie w każdym działaniu odnaleźć można elementy niedojrzałe czy destrukcyjne, zazwyczaj nieuświadomione. Wgląd w te mechanizmy nie jest łatwy, ponieważ na wiele sposobów zaprzeczamy, że pod przykrywką dbania o siebie, wyrządzamy sobie jakąś krzywdę – zazwyczaj im większe poczucie bycia w porządku, dbałości, tym trudniej uznawać, że w jakiejś części nadużywamy siebie. Może to dotykać zarówno sportowców wyczynowych, jak i amatorów, którzy w treningach potrafią się zatracić, podobnie jak alkoholik w kieliszku.
Samo podjęcie aktywności zaczyna się niewinnie – chęć schudnięcia, nabrania kondycji, chęć posiadania pasji, kwestie zdrowotne, itp. Pod spodem leży jednak często nieuświadomiony kryzys lub trudności emocjonalne, których historia jest dłuższa a wynikająca z konstrukcji osobowości danego człowieka i sposobu radzenia sobie z trudnościami rozwojowymi, które stawia przed nami życie. Momentem spustowym bywa więc np. urodzenie dziecka, kryzys małżeński czy szerzej – trudności rodzinne, kryzys wieku średniego, lęk przed przemijaniem, brak osiągnięć w liczących się dla jednostki dziedzinach życia, problemy w pracy, syndrom opuszczonego gniazda, itp. Żeby odnaleźć ulgę od trudnych emocji i niewesołych myśli, ale także relacji z bliskimi, w których coś jest nie tak, człowiek ucieka do rzeczywistości, gdzie nie ma ludzi, gdzie łatwo o szybką ulgę. Poćwiczysz, wytwarzają się endorfiny, co wywołuje przyjemne doznania. Na chwilkę można stracić z głowy to, czego się boimy, czym się smucimy. W zależności od tego, jakie są nasze preferencje czy dyscyplina sportu, który wybieramy – można odciąć się od ludzi, złapać oddech od relacji lub przeciwnie – poszukać grupy, która jest atrakcyjniejsza, nowa, daje więcej emocjonalnego zaspokojenia niż najbliższe otoczenie. Sport staje się wtedy ucieczką od przeżywania trudnych emocji, podejmowania innej aktywności życiowej, od relacji.
Mechanizmy psychologiczne w sporcie przypominają te, które rządzą uzależnieniem od substancji. Człowiek zaczyna dążyć do przyjemności, którą funduje wybuch endorfin. Nałogowe rozwiązywanie problemów to złagodzenie trudów życia poprzez chwilę wytchnienia. Nie trzeba myśleć, zadręczać się tym, co uwiera – pobiegam, poćwiczę, powspinam się – świat będzie bardziej znośny. Zdarza się, że sportowa pasja – tak jak alkohol – staje się jedynym źródłem rozładowania, przestaje być atrakcyjne wspólne spędzanie czasu z bliskimi, relacje, seks, itp. Sport niejako potrafi „uniezależnić” od relacji, ale sam staje się źródłem uzależnienia. Ludzie, którzy muszą sport odstawić z powodów np. zdrowotnych, przechodzą psychiczny zespół odstawienny – są rozdrażnieni, zaniepokojeni, smutni, obniża się ich poczucie własnej wartości, itp. Prawdopodobnie też wtedy są bardziej narażeni na kontakt z własnym wnętrzem – emocjami i przeżyciami – od których treningi są ucieczką. Działa tu także mechanizm zaprzeczania w różnych odsłonach – temu, że mam kłopoty, temu, że się starzeję, temu, że boję się zbudować bliskość z ludźmi lub o nią zadbać, że czuję się bezwartościowy … Nie przez przypadek wiele osób zaangażowanych w sport, ma za sobą walkę z uzależnieniem – jeden nałóg przekształca się w inny i choć aktywność fizyczna jest zdrowa a alkoholizm nigdy, to jednak mechanizmy przymusu i niemożności rezygnacji są podobne.
Aktywność sportowa to też wentyl do zaspokajania potrzeb narcystycznych. Poprzez aplikacje, gdzie można obserwować treningi znajomych i zawody dostępne dla amatorów, sport zszedł „pod strzechy”. Każdy może poczuć się jak gwiazda, którą ludzie podziwiają i zazdroszczą, a udział w zawodach daje poczucie przewagi nad tą częścią ludzkości, która siedzi na kanapie i tyje. My jesteśmy lepsi, sprawniejsi, bo w elitarnej grupie zadbanych, systematycznych czy spędzających czas w sposób atrakcyjny. Dochodzi do tego wątek rywalizacji – kto więcej trenuje, kto więcej wyciska, kto umie być skuteczniejszy, bardziej wytrwały, mieć lepsze wyniki. Niby nie ma to znaczenia … Niby. Bo w wielu przypadkach dokarmia jakiś wewnętrzny głód, potrzebę uznania i akceptacji – najczęściej są to deficyty związane z poczuciem gorszości czy odrzucenia w relacjach – przeszłych, ale i obecnych.
Po sport sięgają jednostki, w których charakter jest wpisana potrzeba kontroli. Jest to bowiem działanie, które wymaga systematyczności, schematyzmu, reżimu, a przy tym daje dużo niezależności. Sport nie zawiedzie, nie rozczaruje, mamy go w rękach, my decydujemy, co i kiedy – z ludźmi, z relacjami tak się nie da. Nawet jeśli w sporcie coś nie wyjdzie, łatwiej to potraktować jako wypadek przy pracy, naukę, z której można wyciągnąć wnioski (tu słynne sportowe hasło : „albo wygrywam, albo się uczę” czy „trzeba wyrzucić przegraną z głowy i koncentrować się na zwycięstwie w następnym starcie” – który sportowiec tak nie mówi) niż konfrontować się z poczuciem, że życie jest pełne strat, niepowodzeń, rozczarowań, naszych ograniczeń. Piłka jest przecież ciągle w grze.
Wybór oczywiście nie jest zero – jedynkowy – ćwiczyć czy nie ćwiczyć? Ważne, umieć analizować siebie, mieć wgląd w różne motywy swojego postępowania, umieć odpowiedzieć sobie na pytania – co sport mi załatwia? Po co mi to? Czy umiałbym bez tego? Jak się będę wtedy czuł i dlaczego tak? Może się okazać, że nie wszystkie odpowiedzi są lekkie i przyjemne, ale mogą nakierować nas na to, czy aktywność fizyczna to pęd po zdrowie czy może przykrywka, ukrywająca problemy emocjonalne.

mgr Urszula Misiuna
Psychoterapeuta
Październik 2019